top of page

BUSHCRAFT BLOG

26 lat doświadczenia robi robotę...

           
            26 lat doświadczenia obcowania z naturą – to moje dziedzictwo, które zacząłem budować już od najmłodszych lat (nie będąc tego nawet jeszcze świadomym!). Miałem to szczęście dorastania w czasach gdy wszystkie dzieci bawiły się do późnego wieczora na dworze (lata 90-te), a my sami mogliśmy doświadczać otoczenia i kontaktów świata rzeczywistego. Jak się cofnąć pamięcią – to jest to coś, czego teraz mocno brakuje – bo było naturalne i prawdziwe. Teraz tego po prostu już nie ma i trzeba szukać innych dróg.

Jestem przed 40-tką w momencie pisania tego artykułu. Teraz sytuacja jest zgoła inna, nie tyle przez wzgląd na inne czasy, a na wiek który osiągnąłem – predefiniuje on sposób i zakres kontaktów społecznych a także boryka się z problemami socjologicznymi (każdego to dotyczy w mniejszym lub większym stopniu). To naturalne zjawisko jest również opisane w psychologii. Więc… zmieniają się oczekiwania, horyzonty i priorytety. Na tej platformie dalej buduję swoje doświadczanie przyrody – głównie poprzez Bushcraft.

           

            W latach młodości, najwięcej doświadczenia i bodźców dała mi drużyna harcerska (specjalnościowa
– wodna) z Tychów – 9HDW „Konie Morskie”, zresztą jedyna wodna w tym mieście i działająca do dnia dzisiejszego, mająca się bardzo dobrze. Napisało to piękną historię z różnymi  wątkami, na wielu płaszczyznach i tak się kształtowała moja młoda postać. Zaszczepili we mnie również bakcyla do żeglugi (parę razy wylądowałem na morzu, raz na oceanie). Mimo, że bardzo lubię żeglarstwo (jest fascynujące i hipnotyzujące na swój sposób) to finalnie moje „ja” pozostało wśród lasów i tam „zamieszkało”. Zaś spływy rzeczne – to już inna bajka – to tzw. obozy wędrowne. Jedna z najlepszych form jakie poznałem i myślę, że będzie plan na powrót
do tych aktywności, w te klimaty ;).

Obecnie od ponad 5 lat doświadczam przyrody głównie poprzez praktykowanie bushcraftu – jest to forma, która przemawia do mnie przez wzgląd na 3 kwestie: po pierwsze jest to surowe obcowanie z naturą, bardzo proste, w dużej mierze prymitywne ale nie tak wymagające jak survival. Po drugie – ponieważ lubię kontrolę
– tu w 90% ją mam. Nie walczę o przetrwanie – po porostu jestem i mogę zapas energii przekierować na kontemplację przyrody. Po trzecie: przez wzgląd na ów kontrolę – kreuję ten czas i przestrzeń wg własnej wizji,
a jest tu mocny akcent powrotu do pierwowzorów i archetypów osadniczych – uprawiam bushcraft w stylu retro. Co to oznacza?
 

Dla wielu osób już samo spanie w namiocie może być wyzwaniem (ba, znam nawet osobę dla której samo wejście do lasu byłoby wyzwaniem…). Będąc w lesie sypiam zazwyczaj w pałatkowcu – namiocie zbudowanym z dwóch wojskowych płaszczy brezentowych (jest to sprzęt z ubiegłego wieku, prawie 60 lat na wyposażeniu armii polskiej od '39) – nie ma podłogi…   śpię na kocu WP i baraniej skórze.

Za doświetlenie obozowiska po zmierzchu zawsze służy mi ognisko (małe ale majestatyczne), lampa naftowa, pochodnie ogrodowe (ale nie te na „bambusowych” tyczkach ;). Tradycyjnej latarki – czołówki – również używam. Gotuję głównie na ogniu lub piecu namiotowym opalanym drewnem. W szczegóły wejdziemy pewnie w innych publikacjach. To jest tylko kontur i baza tego na czym budujemy klimat. Mówię „budujemy” ponieważ
w większości przypadków wyruszam na wyprawy w towarzystwie przyjaciela, z którym kreujemy tę wizję.

 

            Po kilku latach wypracowaliśmy już poziom hi-end, zostały szlify, które mogą być już tylko wisienką na torcie (ale których szkoda pominąć!). Teraz już powoli szukam również innych form bytowania – ostatnio zakolegowałem się z hamakiem (wygodny, ale to już nie jest „nasze” retro). Jedna z moich ostatnich wypraw bushcraftowcyh zaklasyfikowała się jako „wiating”, tudzież „amboning” – spędziłem dwie zimowe noce
w ambonie myśliwskiej, która miała zamkniętą bryłę i  była ocieplona. W środku przestrzeń ok. 4m2, łóżko
i fotel. Ambony o takiej strukturze i z możliwością „awaryjnego” noclegu – zdarzają się. Ale zazwyczaj wymagają gruntownego wysprzątania – więc trzeba mieć odpowiednie nastawienie i chęci na tego typu eksperymenty.

Rozwijam się i wciąż szukam nowych wrażeń. Tak właśnie wygląda „magia” mojego dziedzictwa. Dużo w tym filozofii - ale to właśnie ona pozwala mi nadać temu wszystkiemu właściwe proporcje i sens.
 


Zapraszam Cię do wspólnego                                          ✊ Ahoo!

bottom of page